Pytania? Kierunek =>> FORUM
  

Strony: 123>>
Wypełniamy Jasnogórskie Śluby Narodu
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego
Począwszy od 1 maja - miesiąca Maryi, rozpoczynamy publikację cyklu czytań na podstawie tekstu sługi Bożego księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego. W tym roku 28 maja obchodzimy 25. rocznicę przejścia do nieba wielkiego Polaka. Komentarze, które powstały w Komańczy w 1956 r. w czasie uwięzienia Prymasa Tysiąclecia, dotyczą wypełniania Jasnogórskich Ślubów Narodu. Odnowieniu przyrzeczeń i uwrażliwieniu naszych sumień służyła misja i nauki Prymasa Tysiąclecia, których treść z tych samych powodów przypominamy dzisiaj naszym Czytelnikom. Kolejne budujące słowa sługi Bożego towarzyszyć będą wszystkim majowym wydaniom "Naszego Dziennika".
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na służbie Boga i człowieka
Poniedziałek, 1 maja


"Wielka Boga-Człowieka Matko! Bogarodzico-Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo! Królowo świata i Polski Królowo!" - od tych wezwań rozpoczęliśmy odnowienie Przyrzeczeń w sierpniu 1956 roku na wałach Jasnej Góry. Od tych samych wezwań rozpoczynamy dziś nabożeństwa majowe!
Przed chwilą podnieśliśmy się z kolan! Wołaliśmy do Bogarodzicy-Dziewicy, Matki i Królowej naszej, słowami Litanii Loretańskiej! Każde wezwanie w obliczu Chrystusa eucharystycznego kierowaliśmy do Maryi. Każde wołało nam w duszy: "Witaj, Jezu, Synu Maryi! Tyś jest Bóg prawdziwy w świętej Hostyi!". Każde mówiło, że czcimy Matkę Boga i Człowieka! Tak będziemy wołali cały miesiąc: przez Matkę Boga - do Syna Bożego! Przez Królową świata - do Króla wieków! Przez Królową Polski - do Syna Człowieczego!

Stańmy dzisiaj na progu Domku Nazaretańskiego, aby spotkać Jezusa, Maryję i Józefa. 1 maja Kościół wspomina świętego Józefa Rzemieślnika. Jest on opiekunem Boga-Człowieka. Pracą rąk własnych Go żywi. Doświadczeniem swoim zaprawia do rzemiosła, z którego Jezus będzie później sam utrzymywał Matkę swoją. Józef jest nazwany Oblubieńcem Maryi, przeczystym Stróżem Najświętszej Dziewicy, Żywicielem Syna Bożego, troskliwym Obrońcą Chrystusa, Głową Najświętszej Rodziny, Mężem sprawiedliwym, Wzorem czystości i roztropności, Wzorem ciężko pracujących... Czegóż więcej potrzeba, by poznać, jak żyć trzeba na ziemi po Bożemu?
Maryja to przede wszystkim Służebnica Pańska! Sama tak się nazwała, gdy Gabriel Archanioł zwiastował Jej powołanie jako Świętej Bożej Rodzicielki. I taka już była całe życie na ziemi! Królową została dopiero w niebie! Ale na ziemi służyła! Służyła Jezusowi, Józefowi, Elżbiecie, oblubieńcom w Kanie, na Kalwarii... Dzisiaj służy Kościołowi świętemu, chociaż on nazywa Ją Królową świata. Służy każdemu z nas, chociaż klękamy przed Jej potęgą - służącą! Pamiętajmy, że Maryja służy!
Jezus w Domku Nazaretańskim jest przedziwnym powiązaniem nieba i ziemi, tego, co Boże i tego, co ludzkie. Jest On celem życia Józefa i Maryi! Jest ich miłością i łącznikiem. Jest pełną świętością ogniska domowego. Potężny Bóg, ukryty w warsztacie Józefa Rzemieślnika, jest poddany we wszystkim i posłuszny. Bóg jest zawsze oddany tym, którzy Go przyjmują w ściany swego domu i w objęcia swego serca.
"Aby cały naród stał się domem Bożym" - to gorące pragnienie wszystkich dzieci polskiej ziemi: biskupów, duchowieństwa i ludu Bożego. W tych słowach zawarta została cała istotna treść Przyrzeczeń Jasnogórskich. Zapatrzeni we wzór Świętej Rodziny pragniemy wszyscy: ojcowie i matki, młodzież i dziatwa - tak żyć na polskiej ziemi, by stała się prawdziwie domem Bożym, by stała się bramą do Ojczyzny niebieskiej.
W tym duchu wołaliśmy do Maryi pod Jasną Górą: "Składamy u stóp Twoich siebie samych i wszystko, co mamy: rodziny nasze, świątynie i domostwa, zagony polne i warsztaty pracy, pługi, młoty i pióra, wszystkie wysiłki myśli naszych, drgnienia serc i porywy woli".
Pragniemy, aby całe nasze życie ziemskie było przeniknięte duchem nadprzyrodzonym, by każde serce polskie było wierne łasce Bożej, wolne od grzechu. Ufamy, że to wewnętrzne uświęcenie serc będzie nie tylko wyrazem jedności z Bogiem w Kościele, ale będzie też wyrazem jedności całego ochrzczonego narodu. Pragniemy łączyć siły nadprzyrodzone i przyrodzone - jako wierne dzieci Boże.
Pragniemy również uświęcić nasze życie domowe, rodzinne, małżeńskie, by każdy dom polski stał w obronie życia niemowląt, by dochował jedności i wierności małżeńskiej, by stał się świątynią Bożą, w której umacnia się miłość Boga i ludzi, wiara krzepi i kształtuje, nadzieja i pokój jednoczą.
Pragniemy, by nasze życie społeczne i publiczne też było uświęcone, by mu nie brakło chleba naszego powszedniego, który zdobędziemy sobie pracą i modlitwą, a którym obdzielimy po bratersku wszystkie dzieci wspólnej matki Ojczyzny.
Pragniemy, by nasze życie moralne służyło miłości braterskiej i chwale Bożej. I dlatego chcemy w sobie wyniszczyć wszystkie wady narodowe, chcemy zdobyć cnoty użyteczne dla pokojowego współżycia i współpracy.
Słowem: gorąco pragniemy, aby całe nasze życie doczesne tu na polskiej ziemi było tak uświęcone, żeby pomagało nam wszystkim wypełnić i zadania doczesne i zasłużyć sobie na radości Nieba.
Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński

Oto myśl przewodnia Ślubów Jasnogórskich, które będą przedmiotem naszych rozważań w czasie nabożeństw majowych tego roku, gdy wspominamy złożone 350 lat temu śluby króla Jana Kazimierza i (ponowione uroczyście) 50 lat temu Jasnogórskie Śluby Narodu.
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Wtorek, 2 maja
"Oto ja Służebnica Pańska"


Jesteśmy w rozterce. Gotowi czcić Maryję, jako Królową świata i Polski Królową. Słyszymy Jej własne słowa: "Oto ja służebnica Pańska" (Łk 1, 38). Sama tak się nazwała w chwili, gdy usłyszała dziwne dla człowieka słowa anielskie: "Bądź pozdrowiona, łaski pełna" (Łk 1, 28). Słowa anielskie każą widzieć w Maryi Niewiastę wyniesioną ponad aniołów. Słowa Maryi każą nam widzieć Ją na kolanach, pochyloną w posłudze Bogu i człowiekowi. Ale serce nasze to pogodzi: widzieć będziemy w Niej Służebnicę Pańską, kochać będziemy jak Matkę, a czcić - jak Królową.
Wcześnie rozpoczęła swoją służbę, bez zwłoki. Podania głoszą, że dzieciństwo swoje spędziła w świątyni. Tutaj wczytywała się w święte księgi. Ślady tej mądrości natchnionej widzimy w hymnie pochwalnym Magnificat, wyśpiewanym przez Maryję w domu świętej Elżbiety. Tu przygotowała swojego ducha na wszystko, czego Bóg od Niej mógł w życiu zażądać. A wiemy, jak wiele zażądał od Maryi Ten, który jeden ma prawo stawiać nam wszelkie wymagania.
Gdy przyszła pełnia czasów, Bóg zażądał od Maryi służby swemu Synowi. Wszak dokonać się miało odkupienie świata z niewoli szatana. Słowo Przedwieczne, gotowe na rozkazy Ojca, wołało: "Oto idę... abym czynił wolę Twoją, Boże mój" (Ps 40, 8-9). Sam Ojciec sposobił ciało ludzkie Słowu Przedwiecznemu. Duch Święty, który działa w Maryi, daje Jej światło, by pojęła dzieło Ojca. Pyta wprawdzie Maryja: "Jakże się to stanie?" (Łk 1, 34). Ale jedno wyjaśnienie Gabriela otwiera Jej oczy na Boże działanie: już od dawna czytała w księgach, że Niewiasta zetrze głowę węża (por. Rdz 3, 15). A więc przyszła godzina Niewiasty. Słowo Boże szuka miejsca w ludzkiej gospodzie. To Maryja ma stać się "świątynią Boga", w której spocznie Najwyższy. "Niech mi się stanie według słowa twego" (Łk 1, 38).
Odtąd Maryja służy Bogu wszystkim, co ma. Któż delikatniej służy dziecięciu, jak nie matka? Któż troskliwiej kiedy służył Bogu, jak nie Maryja, gdy pielęgnowała Go pod sercem swoim? Jak wspaniały dała wzór wszystkim matkom ziemskim, wszystkim dzieciom Bożym, powołanym na służbę Bogu?
Maryja służyła Jezusowi swoim pokarmem, "piersią przez niebiosa napełnioną" - jak pięknie śpiewa nam brewiarz. Została Świętą Bożą Karmicielką.
Maryja służyła Jezusowi swoją pracą codzienną, troskliwością macierzyńską, trudem dnia całego. Ona to troszczyła się o posiłek codzienny, o świeży podpłomyk, o czystą suknię, o nowe sandały, o porządek i ład w izbie, o schludne posłanie, o radość wypoczynku po pracy.
A gdy Jezus poszedł do ludzi - Maryja służyła ludziom, których prowadziła do Jezusa. Tak było przecież w Kanie Galilejskiej, gdy biednym weselnikom zabrakło wina. Jej cichy szept: "Wina nie mają" (J 2, 3) - brzmi dotąd w uszach naszych. A wiemy dobrze, jak te słowa wiele znaczą. Każdy z nas może w nie włożyć swoją własną troskę, swój własny brak: zdrowia nie mają, chleba nie mają, koszuli nie mają, już sił nie mają...
A na Kalwarii służyła Maryja Mężowi Boleści, na którego Pan włożył nieprawości nas wszystkich. Służyła tym, że pozostała, gdy wszyscy Go opuścili. Służyła tym, że trwała, że współcierpiała, że chciała być Współodkupicielką, że chciała zostać Matką ludzi. Spokojnie skłonił Jezus głowę, gdy powiedział do Maryi o Janie: "Oto syn Twój" (J 19, 26).
Gdy wyrzekła swoje słowa: "Oto ja służebnica Pańska" - już dobrze wiedziała, że ma służyć nie tylko Bogu Wcielonemu, ale i Jego dziełu na ziemi; ma służyć Chrystusowi, żyjącemu w Kościele, w tym Mistycznym Ciele Chrystusa, i wszystkim jego członkom. A więc i nam.
Ojciec Niebieski pragnął Matki nie tylko dla Syna swego Jednorodzonego, ale dla wszystkich swych dzieci na ziemi. Bóg chciał, aby ludzkość miała Matkę. I dlatego Chrystus konający na Kalwarii oddał Janowi Matkę Bożą. Stała się odtąd Matką wszystkich żyjących w Chrystusie. A że ta Matka nasza chce być i dla nas Służebnicą, to już jest sprawa Jej wielkiej pokory i miłości.
I służy Kościołowi, pośrednicząc w uzyskiwaniu przez niego wszelkich łask Bożych. Służy, prowadząc ciągle nas wszystkich do Syna swego, budząc w nas miłość Bożą, otwierając nam oczy na wielkie sprawy Boże. Wiemy, że najprostsza droga do Boga wiedzie przez Maryję. "A kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze".
Każdy z nas umie opowiedzieć, jak przedziwne są te oczy Matki Boga, w których zawsze dostrzeżemy Chrystusa. Kto już zwątpił we wszystko, zawsze jeszcze ucieka ze łzami do Matki.

Środa, 3 maja
Królowo Polski, módl się za nami!


"Królowo Polski! Odnawiamy dziś Śluby przodków naszych i Ciebie za Patronkę naszą i za Królową Narodu Polskiego uznajemy. Zarówno siebie samych, jak wszystkie ziemie polskie i wszystek lud polecamy Twojej szczególnej opiece i obronie" - słowa te są złotą klamrą dziejową, która spina przeszłość z dniem dzisiejszym. Bo w tych zdaniach są słowa sprzed 350 lat i słowa z sierpnia 1956 roku. Słowa z katedry lwowskiej i słowa z wałów jasnogórskich.
Przypominamy to dziś w uroczystość Królowej Polski, w dniu najbardziej właściwym dla odnowienia Przyrzeczeń Jasnogórskich.
Cześć Królowej Polski sięga czasów, gdy Naród nasz zaczął śpiewać w chatach i na polach bitew pieśń: "Bogarodzica". Od tak dawnych czasów Matka Boga "zapuściła korzenie w narodzie sławnym" (Syr 24, 12). Odtąd religijność nasza staje się wybitnie maryjna. Idziemy do Chrystusa przez Maryję! A wszystkie nasze dzienne sprawy dzieją się w Polsce w imię Maryi.
Największe nasze zwycięstwa wyrosły z tej maryjnej służby Narodu! Z tego pnia wyrosła Jasna Góra, która dźwiga Naród z głębin fal potopu szwedzkiego. Z tych zmagań ducha polskiego poszły w niebo Śluby króla Jana Kazimierza. Z tych uniesień rycerstwa maryjnego wzbija się pod niebo potężny Wiedeń. Z tego ducha tryska moc obrończa czasów niewoli, nadludzka nadzieja Narodu, zagrożonego przez tylu Goliatów. Z tego krzewu wiecznie gorejącego tchnie ogień wierności Chrystusowemu Kościołowi, nasza pobożność - może uczuciowa, może nastrojowa, ale zawsze gorąca.
Rzecz znamienna, że od Jasnej Góry zaczyna się w Polsce nowy szturm nadziei ku Maryi, bo wtedy Naród nauczył się ufać nawet "wbrew nadziei". Nauczył się ufność swoją na Bogu opierać i w Nim kształtować odczucie sprawiedliwości Bożej nad światem, tak przecież doniosłe w latach doznawanych krzywd. Wtedy jeszcze lepiej zrozumieliśmy, że jednak Bóg rządzi narodami. Mury obronne Jasnej Góry stały odtąd przed oczyma duszy Narodu jako wał niezdobyty, w którym Naród bezpiecznie ukryć może skarby swego ducha. "Pod Twoją obronę" stało się dla nas hymnem narodowym! A dziś - obrona Jasnej Góry jest dla nas nie tylko historycznym wspomnieniem; jest ona dla nas wezwaniem do czujności, do wierności, do męstwa. To obrona Serca serc, to obrona ducha Narodu.
Chwała Królowej Polski, obranej uroczyście podczas Ślubów Królewskich, też wiąże się ściśle dziś z Jasną Górą Zwycięstwa. Pragniemy przecież zwyciężać to wszystko, co stoi na przeszkodzie Narodowi w jego drodze do dobra wszystkich warstw i klas. W imię Królowej Polski podjęto w Ojczyźnie naszej przed 350 laty dzieło wyrównania społecznego. Bo jak Jasnej Góry bronili wieśniacy, rycerze i zakonnicy, tak też jasnym się stało wtedy dla wszystkich, że wspólnym wysiłkiem trzeba bronić ducha chrześcijańskiego i sprawiedliwości społecznej dla wszystkich. Już przed ponad trzema wiekami, gdy nikt w Europie o tym nie myślał, w imię ideałów chrześcijańskich, w imię Królowej Polski zaczęliśmy myśleć o przebudowie społecznej, o sprawiedliwości dla wszystkich.
A dziś? Wiara i nadzieja nasza nie ustały! Miłość, doświadczona w ogniach dziejowych prób, jeszcze wzrosła. Maryja nadal jest bliska naszej drodze krzyżowej. Zda się, że zajęła tam miejsce na stałe: "A pod krzyżem Jezusowym stała Matka Jego" (J 19, 25). Nieustannie strzeże testamentu Chrystusa: "Niewiasto, oto syn Twój" (J 19, 26). Daliśmy dowody wiary w to synostwo nasze wobec Maryi. I dlatego przynosimy Matce Boga i naszej Matce wszystkie nasze sprawy, potrzeby, nadzieje, udręki i cierpienia. Dziś też chcemy pod Jej opieką pozostać i przy Jej pomocy rozwiązywać wszystkie nasze trudności.
Naród Polski, skoro tylko odzyskał wolność, zaraz poświęcił się, w dniu 8 września 1946 roku, Niepokalanemu Sercu Maryi. A jesienią 1951 roku, w uroczystość Chrystusa Króla, oddaliśmy się Boskiemu Sercu Jezusa. Tak przygotowywaliśmy się do tej doniosłej chwili, której zapowiedzią było sierpniowe odnowienie Przyrzeczeń wobec Królowej Polski. W tym roku usłyszy przyrzeczenia całego Narodu, powtórzone przez wszystkie polskie usta.
Wypowiemy w ten sposób całą naszą wiarę w Boga, gorącą miłość ku Matce Chrystusowej, potężną wolę wierności i służby w Kościele Chrystusowym. Będzie to wołanie całego Narodu, który jest wdzięczny za Krzyż i Ewangelię, za przyjęcie do rodziny chrześcijańskiej, za łaskę wytrwania przez tysiąclecie pod Krzyżem Chrystusowym, wraz z Jego Matką.
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Czwartek, 4 maja
Matko Chrystusowa, Matko Łaski Bożej


"A my winniśmy chlubić się w krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa, w którym jest zbawienie, żywot i zmartwychwstanie nasze, przez który zbawieni i uwolnieni jesteśmy. Alleluja, Alleluja" (por. Ga 6, 14). Te mocne słowa przypominają nam, że Kościół Boży stoi na ziemi potęgą Krzyża, że wszystko, cokolwiek podejmujemy na tej ziemi, dzieje się w znaku Krzyża. W tym znaku zwyciężysz!
Cała wielkość Maryi na tym świecie stąd pochodzi, że była Matką Boga, który stał się człowiekiem i umarł na Krzyżu dla naszego zbawienia. Jak bliska pamięci naszej musi być ta prosta prawda katechizmowa. Im wyraziściej stanie nam to przed oczyma, tym nasze zobowiązania, składane w ręce Maryi, rzetelniej będą skierowane ku Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Matka Chrystusowa nigdy bowiem nie zasłania Go, ale raczej ku Niemu zwraca wszystkie nasze myśli, uczucia i dążenia.
Maryja i Jezus nigdy nie dadzą się rozdzielić. Związała ich wola Najwyższego i odtąd zawsze są razem! Zarówno w dziele Wcielenia, jak w dziele Odkupienia i w dziele uświęcenia ludzi.
Stare chińskie przysłowie mówi: "Pijąc wodę ze źródła, nie zapomina się o źródle". Chrystus jest Wodą Żywą, Maryja - Źródłem Niepokalanym. Tak chciała Trójca Święta, gdy łaskę Wcielenia związała z Maryją.
Nikt nie wypowiedział wspanialszej pochwały Maryi od tej, która padła ongiś z tłumu: "Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, któreś ssał" (Łk 11, 27). To pochwała Syna przez Matkę i Matki przez Syna! Jest to zarazem najpiękniejsza modlitwa każdej matki ziemskiej.
Maryja zbliżyła Boga do ludzi. Ona to nadała kształty ludzkie Bogu-Człowiekowi, nosiła Jezusa na ramionach swoich, karmiła mlekiem macierzyńskim, obejmowała Go swoimi ramionami. Korzystała z tej poufałości wobec Syna Bożego, jaka przysługuje matkom wobec własnych dzieci. Wreszcie - oddała Go ludziom. Bóg Wcielony miał na ziemi Matkę. Ta prawda obezwładnia nas. Bóg Ojciec szukał wśród kobiet tej ziemi dla swego Syna Matki. Bóg zaufał Dziewicy i powierzył Jej Nieogarnionego. Od tej chwili Bóg stał się dziwnie dla nas przystępny i bliski. Bierzemy Go z ramion ziemskiej Niewiasty, tak jak przyjmujemy w ręce niemowlę każdej ze znanych nam matek. Nabraliśmy dziwnej odwagi i śmiałości do Boga Ojca i Jego Syna Wcielonego. Po Ojcu Niebieskim zawdzięczamy to Maryi, która chciała być Służebnicą Pańską!
Maryja staje u początku naszego życia. Trwa przy nas w drodze naszej do nieba i jest obecna przy końcu naszego życia. Takie zadanie spełniła wobec swego Syna jedynego. Podobne zadanie spełni przy każdym z powierzonych sobie przez Chrystusa dzieci. Gdy raz Bóg postawił przed oczyma ludzi Niewiastę, która miała zetrzeć głowę węża, odtąd będzie Ją ukazywał nam stale: w Betlejem, w Kanie i na Kalwarii. Aż do chwili, gdy ujrzymy na niebiosach Niewiastę obleczoną w słońce. Chrystus przemawiał do Niej językiem swego Ojca: "Niewiasto - oto syn Twój"! (J 19, 26).
" Królowo Polski... wzywamy pokornie Twej pomocy i miłosierdzia w walce o dochowanie wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, Kościołowi świętemu i jego pasterzom..." (tekst Przyrzeczeń). Chcemy przyrzekać wierność Bogu Ojcu, gdyż czujemy się Jego dziećmi, gdyż szukamy ojcostwa, jesteśmy spragnieni uczuć i serca ojcowskiego. Tak bardzo potrzeba nam ojca! Gdy odnajdziemy Ojca, zbędną będzie rzeczą myśleć o tym, że Bóg jest Sędzią żywych i umarłych. Od Ojca Niebieskiego chcemy nauczyć się obyczajów ojcowskich. Chcemy je wnieść w dom nasz, w nasze życie codzienne i współżycie społeczne.
Chcemy przyrzekać wierność Krzyżowi i Ewangelii, gdyż jesteśmy urodzeni do Bożego życia przez Krzyż i jesteśmy wychowani na Ewangelii. Nie ufamy światu, który nie zna Krzyża, który nie wgłębia się w Ewangelię. "Słowa żywota wiecznego" ma tylko Chrystus. Dokąd więc pójdziemy?
Chcemy przyrzekać wierność Kościołowi i jego pasterzom, gdyż ten Kościół prowadzi nas od tysiąca blisko lat. Prowadzi nas w duchu miłości, sprawiedliwości i pokoju! A przecież tych mocy nikt na ziemi dać nie może. Ufamy naszym pasterzom, gdyż czerpią swoje ojcostwo duchowe z Ojca Niebieskiego, gdyż zostali ustanowieni pasterzami przez takiego Pasterza, który duszę swoją dał za owce swoje. Wiemy z dziejów Kościoła, że za przykładem Dobrego Pasterza tylu już pasterzy Kościoła oddało życie za owce.
W sierpniu "staniemy przed Królową i Matką! Wołać będziemy: Wielka Boga-Człowieka Matko! - I to wszyscy! Bo wszyscy byliśmy Jej oddani przez Syna pod krzyżem! - I to w każdej świątyni!". Bo powtórzyć ślubowanie "ma cały naród. Wszyscy jesteśmy wezwani i wszyscy wybrani! Matko-Królowo, prowadź nas do Syna swego!".
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Piątek, 5 maja
Polska Królestwem Chrystusa


Wzywamy pomocy i miłosierdzia Królowej naszej, by nas wsparła "w walce o dochowanie wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, Kościołowi świętemu i jego pasterzom, Ojczyźnie naszej świętej, chrześcijańskiej przedniej straży, poświęconej Twemu Niepokalanemu Sercu i Sercu Syna Twego" (z tekstu Przyrzeczeń). Wypowiadaliśmy pragnienie, by Polska pozostała nadal królestwem Maryi, pod opieką Ojca wszystkich narodów ziemi. Przyrzekaliśmy "uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym".
Chcemy pamiętać, że "Pańska jest ziemia i napełnienie jej" (Ps 24, 1). I to cała! I to każdy jej zakątek! Stwórca Najwyższy założył bowiem okrąg ziemski i położył na nim światło swego oblicza, swej mądrości i mocy, swych praw i przeznaczeń. Ta ziemia, po której co dzień depczemy, jest dziełem rąk Bożych. I nadal Pańskie są niebiosa i Pańska jest ziemia (por. Ps 89, 12), chociaż dał ją synom ludzkim. A uczynił to sam już w raju, gdy przykazał pierwszym rodzicom: "Czyńcie ją sobie poddaną" (Rdz 1, 28). Przez to nie wyrzekł się praw do ziemi. Ma ona służyć chwale Bożej.
Ziemia ojców naszych, polska ziemia, jest darem Stworzyciela nieba i ziemi dla polskiego Narodu. I że to właśnie my, Naród Polski, mamy ją uczynić "sobie poddaną". Ale poddając ją sobie, pragniemy gorąco, by "cała ziemia chwaliła Cię, Panie, by śpiewała Tobie" (Ps 66, 4).
Chcemy uznać w pełni prawa Boga na ziemi naszej i chcemy oddać Mu chwałę jako Stwórcy. Pragniemy po Bożemu wypełnić polecenie Stwórcy: "Czyńcie ją sobie poddaną". Pragniemy, by ta ziemia przez pracę i modlitwę stawała się coraz milsza Bogu, coraz bardziej Boża, coraz bardziej poddana prawom Bożym, uszlachetniona, wypracowana, bardziej ludzka.
Pragniemy też, by ta ziemia polska nosiła na sobie znamiona chwały Bożej, by oznaczona była znakiem Krzyża świętego, by na niej "stał krzyż, gdy toczy się okrąg ziemski". Pragniemy, aby było na niej miejsce dla świątyń Bożych! Pragniemy, by przy skrzyżowaniach dróg ziemskich wznosiły się pomniki Królowej i Matki naszej. Pragniemy, by nie tylko ptaki polne, ale i ludzie śpiewali Panu: "Kiedy ranne wstają zorze". Słowem, pragniemy, by ziemia polska była uświęcona w życiu i pracy naszej. Przyrzekliśmy to Tobie, Matko Stworzyciela!
Chcemy pamiętać o tym, że ta ziemia jest odkupiona krwią Syna Bożego. Nie może być więcej królestwem szatana. Nie możemy zapomnieć, że pośrodku ziemi stanął zbawczy Krzyż, z którego spłynęła drogocenna krew Zbawiciela. Bóg sam położył nieprzyjaciół swoich u stóp Zwycięzcy z Krzyża. Chrystus ma prawo do odkupionej ziemi! A my to prawo uznajemy na ziemi naszej.
Od dziś na nowo podejmujemy służbę Chrystusowi Królowi na polskiej ziemi! Jest to służba narodowa, gdyż pragniemy, by cały ochrzczony Naród pełnił ją pod znakiem Krzyża, zjednoczony przez łaskę uświęcającą, w ramionach Kościoła świętego, pod wodzą Dobrego Pasterza dusz naszych. Chcemy pamiętać, że w samą uroczystość Chrystusa Króla, 1951 roku, oddaliśmy cały Naród Sercu królewskiemu Boga-Człowieka.
Jest to służba katolicka, gdyż pragniemy ją pełnić w zjednoczeniu z Ojcem wszystkich narodów; gdyż pragniemy ją pełnić w łączności ze wszystkimi braćmi żyjącymi na ziemi polskiej; gdyż chcemy ją pełnić całym umysłem, pełną wolą i sercem, duszą i ciałem.
Jest to służba Chrystusowa, gdyż chcemy w niej naśladować ducha ofiary z siebie, ducha miłości dla wszystkich, ducha jedności ze wszystkimi - jak tego uczył przykładem swoim nasz Zbawiciel.
Jest to służba maryjna, gdyż pragniemy z pomocą Maryi wytrwać pod Krzyżem, choćby ciemności ogarnęły ziemię, choćby wszystkie pioruny ugodziły w jej serce - jak wytrwała Maryja!
Ofiara Przyrzeczeń naszych dokonana! [Trwa] służba wierności u stóp Krzyża wraz z Maryją, Matką Boga i naszą Matką! Weź, Maryjo, ofiarę Narodu i złóż ją przed tronem Bożym, jak ongiś ofiarowałaś Syna swojego w świątyni, jak Go oddałaś światu na Kalwarii. Umacniaj nasze serca, aby Bóg w naszym życiu osobistym i społecznym pozostał na pierwszym miejscu.
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Sobota 6 maja
Pod przewodem Kościoła katolickiego


"Powiedz, aby ci dwaj synowie moi zasiedli w królestwie Twoim, jeden po prawicy Twojej, a drugi po lewicy" (Mt 20,21). Sądzę, że nie ma tutaj w świątyni takiej matki, która nie pragnęłaby tego zaszczytu dla swoich dzieci. Tym bardziej Matka-Kościół pragnie nas jak najwięcej zbliżyć do Chrystusa i z Nim zjednoczyć. Pragnął tego sam Chrystus i w Wieczerniku modlił się o tę jedność.
To samo pragnienie wypowiedział lud polski u stóp Jasnej Góry: "Przyrzekamy, strzec w każdej duszy polskiej daru łaski, jako źródła Bożego życia. Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga; aby cały naród żył bez grzechu ciężkiego" (tekst Przyrzeczeń). A teraz powtarzamy te pragnienia z oczyma utkwionymi w Chrystusa, który patrzy ku nam z monstrancji.
Bóg nie mógł pogodzić się z tym, że synowie marnotrawni wyszli z domu Ojca i błąkają się na manowcach. Posłał więc Syna swego, aby odszukał zagubione owce i przywiódł je do owczarni. Ojciec miłości pragnie, by wszyscy byli jedno w miłości.
I Syn Boży duszę swoją daje za owce, aby były jedno. Wszystkie wędrówki Chrystusa po ziemi były poszukiwaniem zagubionych owiec. Zostawił nam piękny obraz Pasterza, który piastuje owcę swoją na własnych ramionach. To my wszyscy! Niech każdy z nas myśli o sobie w tej chwili! Chrystus chce mieć nas przy sobie, chce być w nas! Osiąga to przez chrzest święty, przez łzy skruchy naszej, przez łaskę uświęcającą, przez Eucharystię.
Kościołowi przykazał Chrystus, aby nauczał wszystkie narody, aby stała się jedna owczarnia i jeden Pasterz. A "jeden, święty, katolicki i apostolski" Kościół nad tym pracuje, by wszyscy byli jedno. Właśnie dlatego Kościół każe nam strzec w naszej duszy łaskę uświęcającą, gdyż ona jest źródłem Bożego życia. Jedność Kościoła to jedność dzieci jego w łasce uświęcającej. Jedność Kościoła to ludzie wolni od grzechu. Jeśli chcemy prawdziwej jedności wśród nas, musimy dążyć do tego, "aby cały naród żył bez grzechu ciężkiego". Aby w rodzinie każdej rodzice łączyli się z dziećmi nie tylko przez krew swoją, ale i przez łaskę uświęcającą. Aby w całym narodzie pulsowała nie tylko jedna miłość ziemi ojczystej, ale i jedna miłość Boga.
Jedność osiągamy pod przewodem Kościoła katolickiego, bo tylko Kościół daje nam miłość nadprzyrodzoną, gdyż tylko on łączy nas wewnętrznie z Chrystusem. On sam pokazał nam drogę: "Kto was słucha, Mnie słucha" (Łk 10,16). Poza Kościołem nie możemy nabyć nadprzyrodzonej, świętej miłości. Tylko Kościół może nauczyć nas świętej miłości Boga. Tylko Kościół może nas zespolić w Uczcie Eucharystycznej, która sprawia, że u mnóstwa wierzących jest jedno serce i jedna dusza (por. Dz 4,32). Społeczność katolicka zdolna jest dzięki temu przezwyciężyć tyle trudności, które rodzą się we współżyciu jednostek, rodzin, zawodów, ludów i narodów.
Kościół święty głosi miłość powszechną, wierzy w jej skuteczność i uczy jej wytrwale. W prawdziwym kłębowisku sprzecznych dążeń i ludzkich interesów, gdzie każdy szuka swego, staje Kościół jak skała wyniosła i tej skłóconej gromadzie uporczywie powtarza: A jednak ponad to wszystko "największa jest miłość" (1 Kor 13,13). Patrzcie na to groźne widowisko, które dziś czyni świat: jedna gromada grozi drugiej zabójczą bronią, wierząc, że w ten sposób zdoła osiągnąć pokój. A Kościół powtarza: "Schowaj miecz swój na miejsce. Wszyscy bowiem, którzy za miecz będą chwytali, od miecza poginą" (Mt 26,52).
Wielką łaską jest poznać, co mi daje Kościół, pod którego przewodem pragnę wypełniać swoje Przyrzeczenia i przez polską ziemię wędrować do ojczyzny wiecznej. Kościół przynosi mej duszy miłość i pokój. Kościół odmienia mi serce i zwraca je ku miłości i dobru. A gdy tak mi już ubogaci duszę i życie, Kościół oddaje mnie narodowi, społeczeństwu i każe: "niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi" (Mt 5,16). Każe pełnić uczynki nasze dobre, każe mi głodnych nakarmić, łaknących napoić, nagich przyodziać, każe mi dzielić się sercem z każdym, nawet z tymi, którzy nas mają w nienawiści. Taki jest mój Kościół! Czyż mógłbym ten Kościół krzywdzić? Czyż mógłbym mu nie ufać? Za jego przewodem dojdę do celu ostatecznego! Przy jego pomocy zdołam dochować wierności Przyrzeczeniom moim!
W ramionach Kościoła możemy stać się świadkami Chrystusa w wielkiej rodzinie narodów Europy i świata.
Największy poeta chrześcijaństwa i ludzkości, Dante, w swoim poemacie "Boska Komedia" tak wołał do Maryi: "O Pani, jesteś tak wielka i tyle znaczysz, że ktokolwiek by pragnął jakiej łaski, a nie uciekał się do Ciebie, byłby podobny temu, co chciałby latać bez skrzydeł" (Raj, 33)
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Niedziela 7 maja
Aby cały naród żył bez grzechu


Czy można pragnąć, "aby cały naród żył bez grzechu ciężkiego"? To pragnienie zdaje się nam nieosiągalne! A jednak aż tyle zapragnęliśmy. I to pragnienie wydobyło się z ust ludu naszego pod Jasną Górą. I jak echo odbiło się o sklepienia wszystkich świątyń polskich. Czyż jest w nim coś zdrożnego? Któż jest w stanie dostrzec w tym pragnieniu plamę? Czy raczej nie jest ono wołaniem narodu o ratunek? Tak! Wołamy w niebo: Ratunku! Chcemy żyć! Nie możemy utonąć w błocie! Mamy prawo i obowiązek ratować się za wszelką cenę!
Sam Bóg wszczepił w ludzkie dusze pragnienie takiego piękna, które zdolne byłoby zastanowić, rzucić na kolana i zmusić do obmycia brudnych sumień najczystszą łzą żalu i tęsknoty za życiem pięknym! Dlatego to w raju zapowiedział "Niewiastę, która zetrze głowę węża" (por. Rdz 3,15). Ukazał Ją w wizji proroczej Izajasza: "Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwą imię Jego Emmanuel" (Iz 7,14). Ukazał Ją w zwiastowaniu anielskim: "... łaski pełna, Pan z Tobą" (Łk 1,28). I dlatego pozwolił ujrzeć Ją w chwale dziewiczymi oczyma Jana na Patmos: "Niewiasta obleczona w słońce i księżyc u Jej stóp, a na głowie Jej korona z gwiazd dwunastu" (Ap 12,1). Rozkochaliśmy się w tym obrazie. Uznaliśmy go za największą zdobycz ludzkości, i już nie pozwolimy go sobie wydrzeć! Nie jest więc nieosiągalne nasze pragnienie, "aby cały naród żył bez grzechu".
Poeta węgierski, Franciszek Kemenes pisał: "Cudowne są obrazy i rzeźby artystyczne, marzenia, pieśni poetów, muzyka upajająca duszę, światło geniuszu ludzkiego. Cudny jest uśmiech oczek i usteczek dziecięcych; cudna jest miłość macierzyńska, czuwająca nad kołyską dziecka. Życie czyste, niosące przedsmak nieba, urzeka. Piękne jest światło słońca i niebo gwiaździste, jutrzenka, co rumieni firmament. Piękna jest róża, która rozchyla płatki, las w powodzi liści, łąka usiana kwieciem wiosennym. Wspaniała jest burza, gdy zmagają się w niej siły elementarne... Nie brak piękna na świecie! Ale tysiąc razy piękniejsza ponad wszystko jest słodka Matka Zbawcy, gdy ogarnia ramionami nasze Zbawienie i przyciska do serca".
Gdy prasa doniosła, że wróciła do Pinakoteki Drezdeńskiej słynna na cały świat Madonna Sykstyńska, świat drgnął wzruszeniem. Zatrzymywali się tutaj rozbitkowie zranionej Europy, by nasycić oczy czystością bez skazy. Modlił się tutaj ongiś wygnaniec ojczyzny, Bułgakow: "O Madonno św. Sykstusa, zraniłaś serce moje i oto drgnęło na Twoje wezwanie... Zraniły mi duszę oczy Królowej niebios, która w pośrodku obłoków podtrzymuje Dzieciątko niebieskie. Jest w nich tyle nieskończonej potęgi czystości i ducha ofiary, gotowość na cierpienie i dobrowolną mękę. Ten sam duch poświęcenia przenika z dziecięco głębokich oczu Dziecięcia. Oboje wiedzą, co ich czeka, do czego są przeznaczeni, i zdają się ulegle na wolę Tego, który ich posłał. Ona, by przyjąć Ťmiecz boleściť, On, by umrzeć na Kalwarii... Jakbym utracił świadomość, poczułem zawrót w głowie, a łzy radości i bólu spływały z mych oczu. Odczułem, jak mi rozpływa się serce!".
"Najczystsza" jest ciągle pragnieniem ludzkości. Ile godzin spędził na modlitwie hiszpański malarz Murillo, zanim wypatrzył na niebie Niewiastę obleczoną w słonecznie śnieżną szatę, okrytą błękitnym płaszczem, z rozwianym włosem złocistym, piękność nieziemską zstępującą ku ludziom, by spełnić posłannictwo Służebnicy Pańskiej. Naród, który za Królową Polski wybrał sobie Niepokalaną i Najczystszą, musi mieć szlachetną ambicję, by zbliżyć się do Promiennego Wzoru. Dzieje się to za cenę wierności łasce uświęcającej, wolności od grzechu, przyglądania się swemu ideałowi, naśladowania cnót swej Matki. Jeśli Matka jest czysta, dzieci muszą być czyste! Jeśli Matka jest bez grzechów, dzieci muszą podjąć walkę z grzechem! Jakżeż będzie królować nad niewolnikami grzechu Królowa niebios! Jest wprawdzie Ucieczką grzeszników. Ale królować może tylko nad wolnymi od szatańskiej niewoli dziećmi Bożymi. Jest przecież Matką Bożych dzieci.
Trzeba więc wypowiedzieć walkę grzechowi. I to wszędzie! Naprzód zerwać z tą dziwną beztroską, z tym sportem grzeszenia, z tym zaśmiecaniem myśli, uczuć i serc, z tym bezwładem woli! Trzeba stanąć na progu domowym i nie dopuścić tam grzechu. Musimy sobie powiedzieć, że rodziny polskie muszą być czyste w czterech ścianach swoich domostw, bo patrzą na nie oczy Przeczystej. Trzeba wypowiedzieć walkę manii grzeszenia: na ulicy, w biurze i w fabryce, wśród pracy i wypoczynku, wśród zabawy towarzyskiej. Wszędzie musi być podjęty wyzwalający wysiłek. Dość brudów, dość błota, dość lepkiej mgły i ciemności. W życie polskie wchodzi bowiem "Niewiasta obleczona w słońce"!
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Poniedziałek, 8 maja
Gaude Mater Polonia


Kościół śpiewa dziś hymn "Gaude Mater Polonia". Jego słowa rozlegają się ciągle w aulach uniwersyteckich podczas uroczystości akademickich. Nie każdy wie, że powodem radości jest patron dnia dzisiejszego, święty Stanisław, biskup krakowski. W modlitwach brewiarzowych śpiewa Kościół: "O ciesz się, Matko Polsko, w zacne potomstwo płodna; Króla królów i Najwyższego Pana wielkość uwielbiaj chwałą przynależną. Albowiem z Jego łaskawości biskupa Stanisława męki niezmierne, jakie on wycierpiał, jaśnieją cudownymi znaki" (Hymn nieszporny). Zginął biskup, pełniąc swój obowiązek pasterza. Ale gdy oddawał krew, rodził się do nowego życia - i dla nieba, i dla ziemi. Niebo napełniło jego duszę radością z oglądania Boga. A ziemia okryła go chwałą w obliczu całego świata. Kanonizacja świętego Stanisława, dokonana w bazylice św. Franciszka w Asyżu, ukazała Polskę całemu światu katolickiemu. Pierwszy święty rodak stał się sztandarem zjednoczenia i natchnieniem w walce o dobra wyższego rzędu niż dobra materialne.
Dziś, gdy Naród Polski, odnawiając swoje Przyrzeczenia Jasnogórskie, wyznaje otwarcie, że chce nadal "wędrować przez polską ziemię do Ojczyzny wiecznej", za przewodem Kościoła katolickiego, rodzi się pytanie: co Naród zawdzięcza Kościołowi? Ta ponadmilionowa rzesza, która w 1956 roku była obecna pod wałami jasnogórskimi, świadczyła, że chce być w Kościele, z Kościołem i pod jego duchowym kierownictwem. Dziś pragniemy nie tylko dochować wierności Kościołowi, ale pragniemy żyć jego nauką, duchem i sakramentami. Pragniemy w Kościele żyć i umierać!
Człowiek doznał szacunku dopiero w Kościele Chrystusowym. Jakkolwiekby humanitarne były obyczaje Narodu, to jednak dopiero Kościół otworzył mu oczy na wysoką godność i przeznaczenie człowieka. Wzór Syna Człowieczego, pełnego ofiary z siebie i miłości, musiał działać na obyczaje narodowe. Powoli, ale wytrwale poprawiał się stosunek człowieka do człowieka, męża do żony, ojców do dzieci, panów do domowników.
Wkrótce Naród Polski ujrzał synów swoich wyniesionych na ołtarze. Już nie tylko bratni męczennik, święty Wojciech, ale właśnie rodak, święty Stanisław. W ślad za nimi wchodzą na ołtarze święty Jacek Odrowąż i błogosławiony Czesław. Krew świętego Stanisława owocuje, kwitną kwiaty świętości: błogosławiona Salomea, błogosławiona Kinga i jej siostra Jolanta, błogosławiona Bronisława Odrowążówna, święta Jadwiga Śląska, błogosławiony Sadok i jego męczeńscy towarzysze - wszyscy wychowani w głębokiej czci dla Królowej nieba i ziemi. Otwarta została droga dla rodaków do nieba. Jan Paweł II wprowadził nowych błogosławionych i świętych. Widzimy, jak z polskiej ziemi idzie się do nieba. Drogą tą pójdą miliony! Umiemy już patrzeć w niebo, stojąc na ziemi ojczystej! Dziś czekamy na beatyfikację sług Bożych Jana Pawła II, Stefana kardynała Wyszyńskiego, księdza Jerzego Popiełuszki.
Przez świętych polskich Naród nasz zespolił się bardziej ze światem chrześcijańskim. Bo nie tylko wspaniały Bolesław Chrobry przygarniał do siebie mężów świętych: świętego Wojciecha, braci Kazimierskich, świętego Benedykta i wielkiego przyjaciela Polski, choć Niemca, świętego Brunona z Kwerfurtu! Do Polski ciągnęli tak wielcy święci, jak święty Jan Kapistran, który żarliwością swoją zrodził dla nieba setki krakowskich akademików: błogosławionego Władysława z Gielniowa, błogosławionego Jana z Dukli, i wywarł wielki wpływ na świętego Jana z Kęt.
Polscy święci rozgłaszali imię Ojczyzny naszej w całym świecie chrześcijańskim. W dniu świętego Jana z Kęt Kościół nakazuje wszystkim kapłanom całego świata wołać: "Chwało narodu polskiego, światło ku kleru ozdobie, blasku wszechnicy i ojcze Ojczyzny, Janie, cześć Tobie! Ty, coś nikomu z biednych rzesz wsparcia nie skąpił nigdy wprzód, dziś ojców twych królestwa strzeż, polski i obcy błaga lud" (Hymn nieszporny). A ten zwyczaj modlitwy za Polskę w trudnych jej chwilach tak wrósł w życie Kościoła, że Pius XII w pierwszej swojej encyklice, gdy Polska leżała zgnieciona stopami najeźdźcy, polecił całemu światu modlić się za wolność naszą.
Dzięki chrześcijaństwu weszliśmy do wielkiej rodziny narodów. Wszystkie one wymawiają ze czcią imiona świętych braci i sióstr naszych w modlitwach publicznych Kościoła. Wszystkie obejmują nas miłością na prawach Mistycznego Ciała Chrystusowego w świętych obcowaniu. Wszystkie też muszą przezwyciężać w sobie te uczucia, które rodzą się na skutek sprzeczności doczesnych interesów, które jednak nie dadzą się pogodzić z duchem Chrystusowej miłości i pokoju.
Kościół wprowadził nas na drogę postępu. Głosi on przecież nieustanny wzrost wszelkich doskonałości: i przyrodzonych, i nadprzyrodzonych. Chrześcijanin musi ciągle dążyć do dobra, coraz to wyżej! Ma nawet obowiązek upodobnić się do Boga samego. Ma on rozwijać w sobie nieustannie wszelkie cnoty, które wprowadzają w ruch całe życie nasze. Ma wierzyć w Najwyższe Dobro i zmagać się, by je zdobywać. Nie grzech i upadek, ale cnota i postęp są ideałem i celem chrześcijanina. Tak wychowywany człowiek musi wychodzić z siebie i wszystko wokół siebie dźwigać wzwyż, porządkować i udoskonalać. Kościół nigdy wam nie mówi: dość!
Taki Kościół - jako religia awansu - przyniósł Polsce początki kultury! To słowo tak często dziś słyszymy! Posłuchajcie, co mówi o tym polski uczony: "Cóż dopiero kultura! Dzieło to Kościoła. On stworzył szkołę, naukę i księgi; on postawił zadania sztukom pięknym, od architektury do rzeźby i śpiewu, a niwę duchową przeorał jak nikt i nic przed nim ani po nim. Historia wczesnej kultury średniowiecznej u nas jest historią Kościoła" (Aleksander Brückner, Dzieje kultury polskiej, Kraków 1930, t. I, s. 232).

Trudno jest w krótkich słowach wyliczyć wszystko, co Naród zachowuje we wdzięcznej pamięci ze swego tysiącletniego współżycia z Kościołem. Ale właśnie ta głęboka świadomość sprawia, że Naród tak radośnie stanął znów pod Jasną Górą Zwycięstwa, by pod przewodem Kościoła katolickiego trwać w wiernej służbie Królowej Polski i Jej Boskiego Syna. Wszak dziejom naszym stale towarzyszyła pieśń: "Bogurodzico-Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo". Tu zrodziła się "radość Matki Polski", która klęczy ufnie u stóp Matki Boga. I tak już pozostanie, aż do dnia, gdy ujrzymy Ojczyznę niebieską! Amen.
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Wtorek, 9 maja
Święta Boża Rodzicielko!


Nie masz na tej ziemi człowieka, który nie miałby matki! Wobec macierzyństwa jesteśmy wszyscy zrównani! Największemu mocarzowi można powiedzieć: a jednak życie swoje wziąłeś od słabej kobiety, od twojej matki. Najnędzniejszemu człowiekowi można powiedzieć: urodziłeś się jak i król, z matki. Choć nie miałeś grosza i koszuli na tym świecie, to jednak miałeś matkę. W oczach każdego dziecka jego matka jest zawsze najmilsza, jest przedziwna, najśliczniejsza. Człowiek dojrzały da się zawsze wzruszyć wspomnieniem matki. Nawet tyranów i szaleńców uśmierzano w imię ich matek. Sierota najwięcej czasu poświęca rozważaniu tego, jak wyglądała jego matka. Istnieje w naturze człowieka najściślejszy związek między nim a jego matką. Tak Bóg chciał!
Nie uczynił Bóg wyjątku nawet dla Syna Bożego. Gdy wysyłał Go na ziemię, wyszukał Mu Matkę. Dość długo oczekiwał Bóg Tej, której mógł powierzyć swego Syna Jednorodzonego. Wreszcie ujrzał Ją w grocie Domku Nazaretańskiego. I do Niej posłał anioła z zapytaniem! A gdy Bóg na niebiosach usłyszał odpowiedź: "Oto ja służebnica Pańska". Słowo Ciałem się stało i zamieszkało między nami. Ujrzeliśmy Boga-Człowieka w ramionach Dziewicy-Matki. Najlepszy Ojciec chciał umilić Synowi swemu czas wędrówki po ziemi. Oddał Go więc w najczystsze, niepokalane dłonie Matki. Jak bardzo jesteśmy my wszyscy, dzieci Boże, zrównani z Jezusem w tym, że otrzymaliśmy, jak On, na ziemi Matkę. Stoimy więc my, wygnańcy, synowie Ewy, przed nową Ewą, Maryją, Matką, i patrzymy z radością na Jej Syna. Jak wielki poeta Dante, z radością odkrywamy, że w obliczu Matki najmilszej widzimy podobieństwo Jej Syna.
U stóp Jasnej Góry wołaliśmy wszyscy: "Święta Boża Rodzicielko! Matko dobrej rady". Przyszliśmy tu strwożeni, zalęknieni tym, co widzimy tak często wokół siebie. Tracimy matki! Coraz więcej mamy dzielnych kobiet, sumiennych pracownic, mistrzyń sportowych, lekarek, architektów, różnych przodowniczek. Zawsze jednak pytamy: a gdzie są ich dzieci? Czy te dzieci znają głos swej matki? Czy mają odwagę mówić do niej: Mamo? Jesteśmy zatrwożeni i tym, że wiele kobiet nie ceni sobie zaszczytu powołania Bożego na matkę! Zbyt często daje się słyszeć głosy przeciwne macierzyństwu. Najwyższa godność w Narodzie Polskim - matka - traci swoją dawną cześć i znaczenie! To wszystko nas trwoży! - I dlatego przyszliśmy do Twoich stóp, Maryjo, by wołać: "Święta Boża Rodzicielko!".
Jest to wołanie o ratunek. Naród nie może pozostać bez matek. W jego życiu pierwsze miejsce zająć musi matka. Najwyższa cześć należy się w Narodzie matce! Pierwsza pomoc całego Narodu należy się matce, każdej matce! Wszystkie bogactwa Narodu muszą służyć przede wszystkim matce. Cała służba społeczna Narodu musi być skierowana ku matce. Bo w niej jest kolebka życia Narodu. Ale matka musi pozostać przede wszystkim matką! Jest to jej główne i najbardziej zaszczytne zadanie życiowe, narodowe i społeczne. Niczego większego nie może dokonać kobieta dla ziemi ojczystej nad to, że da jej dzieci swoje. Szukamy matek! Modlimy się za matki! Świętej Bożej Rodzicielce oddajemy matki.
W uroczystość Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny Kościół modli się tak wymownie: "Macierzyństwo Twoje, Bogarodzico-Dziewico, zwiastowało radość światu całemu: z Ciebie bowiem narodziło się Słońce sprawiedliwości, Chrystus Bóg nasz" (Antyfona z Nieszporów). Ten wzór, postawiony przed oczy świata przez Boga, gdy zamierzył odnowić oblicze ziemi, wlewa w serca otuchę. Skoro matki ziemskie mają tak piękny wzór, stanie się on ich natchnieniem, ich mocą, obroną ich godności, pobudką do wierności swemu powołaniu.
Stawiając światu przed oczy wzór Matki Boga, Kościół wpaja w duszę świata wielką cześć dla matki. Widzimy Matkę Boga na ołtarzach, widzimy Ją na ulicach miast, na skrzyżowaniach dróg, na ścianach szpitali i domów położnych, widzimy Ją nad łóżkami dzieci. Patrzy na życie ludzkie, patrzy w kołyski, patrzy na niemowlęta. A Jej słodka twarz jest zawsze pełna współczucia i pociechy, gdyż Ona sama "karmiła świata Zbawienie", Ona zna udręki matek, zna niebezpieczeństwa grożące dzieciom. Zawsze jest gotowa spieszyć z pomocą. Zawsze jest Matką najczystszą, najmilszą, Matką przedziwną, Matką dobrej rady. Wielkie to szczęście dla matek, że na czele chrześcijańskiego świata kroczy Matka Boga. Że Bóg miał też Matkę i że dał Ją nam wszystkim za Matkę. Komuż bardziej, jak nie matkom?
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Środa, 10 maja
Z oczyma utkwionymi w Żłóbek Betlejemski


Niezapomniany to obraz: Matka z Dziecięciem w stajence. Kogóż on nie wzrusza? Wracamy myślą tak często do tego obrazu. Radzi byśmy, żeby Boże Narodzenie trwało dłużej, może okrągły rok. A może naprawdę tak jest? Wprawdzie Chrystus raz narodził się w Betlejem, ale nieustannie rodzi się na ołtarzach, ciągle rodzi się w duszach ludzkich! Boże Narodzenie powtarza się okrągły rok, gdy w tylu rodzinach całego Narodu przychodzą na świat dzieci Boże! Boć wszyscy my jesteśmy - na wzór Syna Pierworodnego - Bożymi dziećmi. Patrząc w kołyskę, możemy powiedzieć w całej prawdzie, "iż człowiek Boży narodził się na świat".
O tej wielkiej prawdzie pamiętaliśmy, gdy u stóp stolicy jasnogórskiej Naród ślubował Królowej Polski: "Przyrzekamy Ci, z oczyma utkwionymi w Żłóbek Betlejemski, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc obficie krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca wszelkiego życia i za najcenniejszy skarb Narodu" (tekst Przyrzeczeń).
Dziecko w planach Bożych zajmuje wiele miejsca. Zabiera ono Bogu całe serce. Może dlatego, że Bóg sam jest Ojcem i przed wiekami wydał ze siebie "Boga z Boga, Światło ze Światłości, Boga prawdziwego z Boga prawdziwego" (Credo). Może dlatego, że Ojciec Przedwieczny rozmiłował się tak bardzo w Synu swoim Pierworodnym, iż na wzór Jego pragnął urządzić wszystko na świecie. I dlatego Ojciec posłał Syna swego na świat, narodzonego z niewiasty. A Syn, wchodząc na okrąg ziemi, wołał: Ojcze!
Syn Boży pragnął ukazać światu Ojca! Ciągle mówił ludowi o Ojcu swoim, który jest w niebie! I dlatego w modlitwie polecił nam wołać: "Ojcze nasz!". Nie - Boże! Nie - Sędzio! Nie - Panie nasz! Ale: "Ojcze nasz!". Właśnie Syn Boży wszystko czyni w imię Ojca! Nawet Ducha swego oddał na krzyżu w ręce Ojca! Pragnął bowiem wypełnić wolę Ojca swego!
Widać stąd, jak wielką cenę ma dziecię w oczach Bożych. I to każde! Bóg tak wysoko wyniósł Matkę, byśmy czcili Owoc Jej żywota. Natchniona Duchem Świętym matka Jana Chrzciciela wołała do Maryi: "Błogosławiony Owoc żywota Twego" (Łk 1, 42). Zapewne, szczególnie błogosławiony był Owoc żywota Maryi - Jezus! Ale każdy owoc żywota w oczach Bożych jest błogosławiony. Każde dziecię jest błogosławieństwem Bożym, rodziców, rodziny, Kościoła, Narodu! Nie masz na ziemi większej wartości nad człowieka, nad dziecię! Choćby było niemowlęciem! Choćby zaledwie zaczynało się rozwijać! Już jest błogosławione, bo z Ojca niebieskiego czerpie moc i życie! Bo sam Bóg chciał, by istniało.
A przecież cena dziecięcia rośnie w oczach Bożych, gdy jest omyte wodą chrztu świętego, bo jest nabyte przez Chrystusa - zapłatą prawdziwie wielką - Krwią Jego najdroższą. Tę wartość trzeba mierzyć miarą miłości, jaką ma Bóg do Syna swego Pierworodnego! Boć przecież Ojciec oddał Chrystusa za dzieci, które były poginęły na świecie. "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał" (J 3, 16). Tak umiłował swe dzieci!
Teraz staje się oczywiste, dlaczego Bóg Ojciec okazał światu Syna swego jako dziecię! Dlatego, byśmy lepiej zrozumieli, że Bóg jest Ojcem! A i dlatego, byśmy się nauczyli cenić dzieci, byśmy chcieli je bronić! Do tej obrony poczuwa się naprzód sam Bóg Ojciec. Jego "Nie zabijaj" grozi piętnem na twarzy morderców, jak na czole Kaina. To jest to zwyrodnienie, które znać na twarzach takich ludzi. Krew Bożych dzieci woła głosem wielkim z ziemi o pomstę.
Do tej obrony powołani są rodzice, gdyż im Bóg tak zaufał, że w ich ręce złożył "żyć albo nie żyć" ludzkości. Tylko od woli rodziców zależy wypełnienie Bożego przykazania: "Rośnijcie i mnóżcie się" (Rdz 1, 28). Ale gdy rodzice raz postanowili przekazać życie dzieciom, już więcej władzy nad nimi nie mają. Stali się przecież współpracownikami Boga, który nowemu dziecięciu udzielił duszę. Gdyby rodzice w jakikolwiek sposób naruszyli prawo życia dziecka, staliby się zwykłymi zabójcami.
Do obrony życia dzieci powołany jest Naród, gdyż od powstającego życia zależy jego byt. Jakiż Naród przy zdrowych zmysłach będzie sam wydawał wyrok śmierci na siebie? Wreszcie do obrony życia powołany jest i Kościół, ten, który istnieje na świecie po to, by dawać życie, które jest "światłością ludzi" (J 1, 4). By mógł wprowadzić ludzi w bramy niebios, musi naprzód mieć swoje dzieci na tym łez padole.
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Czwartek, 11 maja
Życie jest światłością ludzi


Każdego niemal dnia wołamy z ufnością do Matki Słowa Wcielonego: "Salve Regina - Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia, Życie, Słodkości i Nadziejo nasza". Przyzwyczailiśmy się widzieć w Matce Boga - życie. Nazywamy Ją "życiem". Bo z Niej życie zostało dane światu. W pięknym hymnie maryjnym: "Ave maris Stella - Witaj, Gwiazdo morza" woła Kościół już od VI wieku do Maryi: "Gdy przyjęłaś Ave, to z ust Gabriela, utwierdź nas w pokoju, odwróć imię: Ewa". Istotnie, gdy odwrócimy imię: Ewa, otrzymamy słowo Ave. A przecież dokonała się w tym imieniu Ewy inna odmiana: pierwsza matka Ewa dała światu śmierć w grzechu, a nowa Ewa - Maryja - przyniosła światu życie w Jezusie.
Do Matki życia wołaliśmy w dniu naszych Przyrzeczeń narodowych: "Odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski... Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca wszelkiego życia i za najcenniejszy skarb Narodu". Matce i Królowej życia oddaliśmy pod opiekę wszelkie życie w ojczystej ziemi.
Zakonnik benedyktyński Dom Beda Cam, jeszcze przed swoim nawróceniem z Kościoła anglikańskiego, rozbił się z okrętem na Zatoce Biskajskiej. Przez wiele godzin oczekiwał ratunku, uczepiony jakiegoś odłamka statku. Towarzysz jego niedoli, również anglikanin, zaintonował pieśń "Ave maris Stella". Śpiewali ją bez przerwy, aż przyszło ocalenie. W czasie tego śpiewu zrozumieli, że śmierci nie trzeba się lękać wtedy, gdy Bóg jest z nami.
Bóg jest życiem w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Założony przez Boga-Życie Kościół-Matka uważa za najważniejsze swoje zadanie na ziemi głosić życie, bronić życia, wzywać do życia, przekazywać życie, zachęcać do udzielania wokół życia i budzić wiarę w lepsze jeszcze życie - w żywot wieczny. Życie doczesne, zarówno życie duszy, jak i życie ciała, ma przygotować do życia wiecznego. Nawet w obliczu śmierci Kościół nie przestaje głosić, że wierzącym w Boga Żywego przez śmierć "życie się odmienia, ale nie kończy: gdy zniszczeje ten ziemski doczesny przybytek, w niebiosach jest zgotowane wieczne zamieszkanie" (Prefacja żałobna).
Nauka odpowiada pragnieniom ludzi. Wszak wokół siebie widzimy dziwne dążenie do życia. Wszelkie stworzenie głosi filozofię życia. Odczuwasz to dobrze, przyglądając się wiosną zeschłym badylom pod płotami, jak z nich tryska życie, jak śmietnik zamienia się w kwiecistą łąkę. Czyżby człowiek miał być w gorszym położeniu? Nie! W życiu człowieka jest ukryta tak wielka moc istnienia, że gdy raz się ono zaczęło, już nikt go zniszczyć nie może. Chrystus mówi o takich, co zabijają ciało, a duszy zabić nie mogą. Wielka to prawda. Można nie przekazać życia. Ale gdy raz zostało udzielone niemowlętom, już nikt nad nim władzy nie ma. Można je zgładzić, ale nie uda się zniszczyć. To, co poczęło się w łonie matki, już żyć będzie wiecznie. Choćby to życie było przerwane, to jednak matka spotka się kiedyś ze swoim dziecięciem, ukrzywdzonym przez nią na życiu.
Życie na tej ziemi jest początkiem życia w niebie. Tylko ci z ludzi, co zaczęli żyć na ziemi, będą kiedyś w niebie. Nikt do nieba nie wejdzie, kto przedtem nie przeszedł przez łono matki. A więc życie zaczęte tu, na ziemi, jest już życiem wiecznym. Początek miało, ale końca mieć nie będzie. Jest też ono warunkiem szczęścia wiecznego. Dopiero w niebie kiedyś poznamy, doznając radości wiecznych, jak wielką łaską jest dar życia. Czyż można pozbawiać ludzi tej łaski?
Dzięki tej nauce Kościół umocnił na świecie wolę życia. Przyszedł z pomocą ludzkiej naturze. Do głosu natury dołączył się głos łaski: pragnę żyć, i to żyć ciągle, żyć wiecznie. Ten głos wydobywa się ze wszystkich ust, ze wszystkich szpitali i klinik, nawet z cel więźniów skazanych na dożywotnie więzienie.
W tym pragnieniu życia jest prawdziwy postęp ludzkości, która musi wysilać się w trosce o to, jak utrzymać i przedłużyć życie. Kościół też wysila się i trudzi nad tym, jak utrzymać życie ludzkie - i to wieczne życie. Dzisiaj staje przed nami groza tzw. eutanazji, odbieranie życia ludziom pod pozorem skracania cierpienia.
W świetle tych rozważań jasne dla nas się staje, dlaczego tak bardzo zaufaliśmy Matce Boga, Matce Dawcy życia wiecznego. Bóg sam zaufał Jej i Syna swego powierzył. Potężna moc Matki Życia może wywrzeć wielki wpływ na wszystkich, do których należy przekazywać życie, pielęgnować życie, bronić je i rozwijać. Ojcowie i matki muszą więc stanąć najbliżej przy Tej, która jest życiem. Muszą do Niej wołać: "Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski".
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Piątek, 12 maja
Rodzina pod opieką Królowej Polski


Stare kroniki polskie zapisują wzruszający fakt. Wojewodzina krakowska Lubomirska była nieszczęśliwą matką: wszystkie dzieci marły jej, jedno po drugim, w swoim niemowlęctwie. Pełna ufności w pomoc Matki Boga wojewodzina kazała ulać ze srebra dzieciątko, wagi jednolatka, i ofiarowała je Maryi Jasnogórskiej (A. Brückner, Dzieje kultury polskiej, t. II, s. 403). Ta ofiara przypomina narodowe Ślubowania Jasnogórskie, w czasie których oddaliśmy Królowej Polski rodziny nasze: ojców i matki, młodzież i dziatwę. Jeśli słowa Przyrzeczeń naszych są srebrem, to Matka Boga ma prawo czekać na złoto czynów.
"Co Bóg złączył, człowiek niech nie waży się rozłączać". To wielkie przykazanie stoi na straży zarówno małżeństwa, jak i rodziny.
Wczytując się w dzieje powstania pierwszej ziemskiej rodziny w raju, widzimy wymowny fakt: Bóg sam powołuje do życia pierwszych rodziców. "I stworzył Bóg człowieka na wyobrażenie swoje, na wyobrażenie Boże stworzył go; mężczyznę i białogłowę stworzył ich" (Rdz 1,27). Tych "dwoje" tworzy doskonałą społeczność rodzinną, wystarczającą sobie całkowicie i przygotowaną do wykonania najważniejszego ich zadania - przekazania życia.
Podobnie przygotował Bóg pierwszą rodzinę Nowego Testamentu - Rodzinę Nazaretańską. Zanim postanowił, że Matka Boga "pocznie i porodzi Syna i nazwą imię Jego Emmanuel" (Iz 7,14) - oddał Ją pod opiekę Najczystszemu Józefowi. Sam Bóg przez anioła Pańskiego wyjaśnił Józefowi, jak wyjątkowe jest to małżeństwo. "Józefie, synu Dawidów, nie bój się przyjąć Maryi, małżonki swojej, albowiem, co się w Niej poczęło, z Ducha Świętego jest. A porodzi Syna i nazwiesz imię Jego Jezus, przeto, że On wybawi lud swój od grzechów jego" (Mt 1,20-21). Ale to niezwykłe i wyjątkowe małżeństwo było w oczach ludzkich zwykłym małżeństwem, jak tyle innych w Nazarecie. Rodziną Nazaretańską włada sam Bóg. Syn Boży to przypomina. Niemniej jednak wraca do Nazaret i nadal jest poddany rodzinie, którą ustanowił Ojciec niebieski. Przez ten przykład osobistej uległości Chrystus od początku umacnia podstawy rodziny.
Jezus Chrystus, gdy zaczął nauczać - początek cudów rozpoczął od godów małżeńskich w Kanie. Obecnością swoją uświęca związek dwojga oblubieńców, przychodzi im z pomocą i tu objawia chwałę swoją (J 2,1-11). A wszystko to czyni przy najbliższym współdziałaniu Matki Najświętszej. To Maryja czuwa troskliwie nad przebiegiem uroczystości. Ona pierwsza dostrzega kłopoty rodzinne i mówi o nich Synowi. To, co później się stało, było już tylko potwierdzeniem całej postawy Chrystusa wobec małżeństwa. Boży Nauczyciel dobitnie odpowiada na wątpliwości wszystkich faryzeuszów: "Czy godzi się człowiekowi opuścić żonę swoją z jakiejkolwiek przyczyny?" (Mt 19,3). Chrystus przypomina dzieło Ojca w raju, który "człowieka od początku mężczyzną i niewiastą stworzył". A wszczepił w nich dążenie do jedności: "opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją, i będą dwoje w jednym ciele. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza" (Mt 19,5-6). Dobrze zrozumieli słuchacze Chrystusowi te stanowcze słowa.
Przyrzekliśmy Królowej naszej "stać na straży nierozerwalności małżeństwa". Bo jest w nim przedziwna jedność natury i łaski. Chrystus tak bardzo podkreśla fakt, iż małżonkowie "nie są dwoje, ale jedno". Bo mają jedną naturę ludzką, jedno serce, jeden cel. Więcej tutaj sił psychiki i ducha aniżeli sił ciała i prawa. Prawo idzie za naturą. Bóg w tym prawie potwierdza tylko prawo rozumnej natury ludzkiej. Trzeba o tym pamiętać, że rozbite małżeństwo to już katastrofa dwóch dusz, to wielka przegrana życiowa, to krzywda rodziny, to początek jakiejś wielkiej udręki rozdwojonego serca. Ta męka się już nie skończy, choćby ktoś i znalazł tak zwane szczęście gdzie indziej.
Na pomoc w utrzymaniu tej jedności pośpieszają jeszcze siły nadprzyrodzone, łaska sakramentalna, która sprawia, że małżeństwo jest zbudowane na wzór związku Chrystusa z Kościołem. I raczej trzeba oddać duszę i krew, jak to uczynił Chrystus za Kościół, aniżeli opuścić człowieka, którego Bóg dał ku pomocy. Cała nauka świętego Pawła o małżeństwie świadczy o tej głębokiej więzi duchowej, więzi miłości i ofiary, wyrzeczenia się siebie, zapomnienia o sobie dla dobra współmałżonka. Choćby to bolało, choćby wypadło wiele ucierpieć, choćby wypadło duszę dać (por. Ef 5,25). Człowiek ma tylko jedno serce i tylko raz może je rzetelnie oddać.
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Sobota, 13 maja
Czuwać na progu ogniska domowego


"Jeśli [bowiem] Pan nie zbuduje domu, próżno pracowali, którzy go budują" (Ps 127,1). Nie myślcie o budowie z drzewa i cegieł, ale myślcie o budowie z ducha, z serca, z miłości. Dlatego tak wiele jest męki w domach naszych, tyle złości wzajemnej, tyle gniewu i krzyku, tyle przemocy ojców nad matkami i dziećmi, tyle buntu dzieci, rozbicia i skłócenia, aż do zerwania więzów rodzinnych - dlatego, że tak często Pan nasz nie jest wezwany do pomocy w budowaniu życia domowego. Któż pamięta o prośbie, którą Chrystus skierował do Zacheusza: "dziś bowiem muszę stanąć w domu twoim" (Łk 19,5). Zaufał Zacheusz, chociaż nie był bez win; ale odtąd zbawienie stało się domowi jego. Ta prośba jest skierowana do każdej rodziny, do każdego domu chrześcijańskiego.
Dom rodzinny, w którym króluje Maryja i Jezus, na pewno uszanuje życie dzieci swoich, by mogły czuć się bezpiecznie w jego ścianach. Wspomnijmy na zdarzenie z dziejów Izraela w ziemi egipskiej, gdy Bóg postanowił wyzwolić go z mocy faraona; polecił oznaczyć drzwi domostw znakiem mesjańskim Tau - bo wtedy na widok krwi Baranka "Pan... nie dopuści zabijaczowi wnijść do domów waszych i razić" (Wj 12,23-24). Duch "zabijaczy" umrze na progach domostw, w których panuje Maryja i Jezus. Na progu drzwi domowych uciszy się serce, przygaśnie zło, wypali się namiętność, gdyż pamiętać będzie, że to jest "dom Boży i brama niebieska" (Rdz 28,17).
Natomiast dom bezbożny, w którym Bóg nie jest ani Panem, ani Ojcem, w którym nieznane jest imię Jezusa ani przyzwane imię Matki Boga Żywego, taki dom na pewno będzie grobem na wieki (por. Ps 49,12). Nie obudzi się w nim życie ludzkie! A jeśli i obudzi się, to pierwej zgaśnie, niż wyda krzyk życia! Nie jest to przesada głosić, że "dom niezbożnych zgładzon będzie, lecz przybytki sprawiedliwych zakwitną" (Prz 14,11). Dzieje tylu narodów niezbożnych świadczą o tym. Rodziny ateistów francuskich wygasły, a dziś podnosi się krzyk wielki w kołach ich: "Zalewają nas rodziny katolickie". To samo dzieje się w rodzinach skandynawskich i w tylu innych krajach protestanckich, w których roztropność i wygodnictwo wypowiedziało walkę ofierze i miłości Bożej w rodzinach.
To Dziecię Boże w ramionach swej Matki ratuje rodziny polskie od wymarcia. Bo w domu religijnym: "Błogosławieni wszyscy, którzy się boją Pana, którzy chodzą drogami Jego! Bo pracę rąk twoich pożywać będziesz; szczęśliwyś jest i dobrze ci będzie. Żona twoja jako płodny krzew winny we wnętrzu domu twego, synowie twoi jako latorośle oliwne wokoło stołu twego. Oto jak błogosławiony będzie człowiek, który się boi Pana!" (Ps 128,1-4). A cóż dopiero, gdy do tej czci wewnętrznej dołączy się miłość Boga? Gdy "dom Izraelów nadzieję miał w Panu, pomocnikiem ich i obrońcą ich jest" (Ps 115,9).
Sami rodzice niech naprzód pamiętają, by świeciła światłość ich wszystkim, którzy są w domu (por. Mt 5,15). Niech zachowują ducha pokoju, wzajemnej czci i jedności, bo "jeśliby dom rozdzierany był niezgodą, nie może się ostać dom taki" (Mk 3,25). Niech oboje powiedzą sobie: "Dom mój domem modlitwy" (Mt 21,13), a nie jaskinią zbójców. Wtedy dom wasz będzie godny, by w nim zapanował pokój Boży (por. Mt 10,13).
Ojciec rodziny niech pamięta o szacunku należnym żonie, na wzór Józefa, który otaczał tak wielką czcią Maryję. Niech oboje biorą sobie do serca wskazania Apostoła: "A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci waszych, ale wychowujcie je w karności i w nauce Pańskiej" (Ef 6,4).
Matki niech wczytują się w piękną lekcję z Księgi Przypowieści o niewieście mężnej (Prz 31,10-31). Cóż piękniejszego można wyczytać na pochwałę kobiety bojącej się Boga?
Cała rodzina niech zaprasza do swego domostwa Świętą Rodzinę, niech oznacza ściany swoje znakiem krzyża świętego, wizerunkiem macierzyńskiej Królowej Polski i Serca Bożego. Niech wspólnie, zwłaszcza wieczorem, klęka do modlitwy i przed Bogiem uspokaja swe serca, a dłonie zespala, by słońce nie zachodziło na zagniewanie wasze. Stańcie się szkołą pokoju, ciszy, pogody, zaufania wzajemnego, miłości i podtrzymania w ciężkich chwilach.
Wy, dzieci i młodzieży, patrzcie uważnie na twarze waszych rodziców. Gdy widzicie je smutnymi, obejmujcie drogie wam głowy rodziców i nie wypuszczajcie z waszych rąk, aż łzy radości spłyną po policzkach matki, a wypracowane ręce ojca będą omyte waszymi łzami i pocałunkami.
Często zapraszajcie do siebie kapłanów Kościoła, by poświęcali ściany domów waszych, by przynosili wam pokój Boży (Mt 10,13), by sprawdzali znajomość zasad wiary świętej dzieci i młodzieży, by się z wami wspólnie pomodlili.
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Niedziela, 14 maja
Bronić godności kobiety


Z oczyma utkwionymi w Jezusa, Syna Boga Żywego i Syna Maryi, rozważmy tę przedziwną pomoc, którą Bóg sam ustanowił światu w każdej kobiecie: w Matce Boga, w matce człowieka i w matce mojej.
Widzimy w kobiecie pomoc samemu Bogu! Zapewne, Wszechmocny Stwórca całego okręgu ziemskiego mógł był radzić sobie sam! Mógł powołać do życia Adama i Ewę, przeto mógł był sam powołać do życia i te miliardy, które przeszły przez glob ziemski. A jednak dzieci swoje, którym chciał dać życie, powierzył matkom ziemskim. Przywołał je na pomoc. Im powierzył przyjąć nowe życie pod opiekę, wypielęgnować, wykarmić, wychować i przygotować do życia! Tak Bóg chciał! Musimy to uszanować! Musimy widzieć w kobietach Boże pomocnice!
Widzimy w kobiecie pomoc, daną każdemu człowiekowi. Bo każdy człowiek potrzebował matki, by mógł przyjść na ten świat. Każdy z nas istnieje na tej ziemi dzięki temu, że doznał pierwszej pomocy od swej matki! Ona pierwsza pośpieszyła nam z pomocą, gdy budziliśmy się z niebytu. Pod ochroną naszej matki otrzymaliśmy od Ojca niebieskiego duszę. Od matki otrzymaliśmy pierwszy pokarm! Ona była nam pomocą, gdy stawialiśmy pierwsze kroki, gdy otwieraliśmy nieudolnie usta, gdy chwytaliśmy za łyżkę, gdy kreśliliśmy pierwszy znak Krzyża świętego, gdy składaliśmy rączki do paciorka. Wiemy, jak to długo trwało! A może całe nasze życie!
Widzimy w kobiecie pomoc, daną przez Boga rodzinie. Bo chociaż głową rodziny i jej ramieniem jest ojciec, to jednak całym sercem rodziny jest kobieta-matka. I znowu widzimy, że jest to pomoc ku dobremu. Każdy z nas wspomina tę dobrą pomoc, tyle doznanych uczuć opieki, troski, życzliwej rady. Wielu z nas uważa matki za najlepsze natchnienie dla siebie do dziś dnia. Matka w rodzinie jest zazwyczaj pomocą do utrzymania jedności, pokoju i zgody. I to jest tytuł do najmilszych wspomnień.
Z woli Boga Ojca - sam Chrystus otrzymał pomoc w niewieście Maryi. I to nie tylko w dniu zwiastowania, gdy pragnął przyjąć ciało ludzkie. Ale i w dniu zarodzenia, gdy chciał ukazać się ludziom w postaci cielesnej. I w Nazaret, gdy był głodny, zmęczony pracą, odarty i zbrudzony w drodze. Nawet na Kalwarii, gdy czuł przy sobie najdroższą obecność Niewiasty, która sama wytrwała i utrzymała przy sobie inne niewiasty. Ewa była zachętą do grzechu dla Adama, a Maryja była zachętą dla Jezusa do zwycięstwa na drzewie krzyża. Gdy uczniowie odbiegli, Maryja utrzymała przy sobie kobiety, by swoją obecnością uczyniły zadość za to pierwsze sprzeniewierzenie się posłannictwu niesienia pomocy do dobrego.
Gdy naród przyrzekał w dniu Przyrzeczeń Jasnogórskich "bronić godności kobiety", to dlatego, że od polskiej kobiety oczekuje pilnie pomocy do wszelkiego dobrego.
Już dość długo kobieta była służebnicą zła, by nie widziała gorzkich owoców tej służby. Zobaczcie, kto dziś na wielu odcinkach życia naszego pobudza tak często do zła? Kobiety, matki żyjących, wołały o prawo do zadawania śmierci. W literaturze, w rzeźbie, a zwłaszcza w teatrze i kinie jak często stają się one przyczyną zła i zepsucia. A przecież wiemy, że prawdziwy artysta, jeśli chce pociągnąć za sobą widzów, nie musi być nieskromny i zepsuty! Wystarczy, że jest wspaniałym artystą! Czy długo jeszcze Boże pomocnice, te dzieła pięknego Boga, będą Mu psuły ludzi?
Pomocy do dobrego oczekuje od was, kobiety, cały naród. Miał on tyle bohaterek, ofiarnych serc, dzielnych matek! Dziś domaga się, by wszystkie kobiety polskie przodowały ku dobru. I to wszędzie! By niosły pomoc rodzinie w obronie życia! By niosły pomoc w szkole do poznania prawdy Bożej! By niosły pomoc w życiu publicznym do umocnienia pokoju i zgody społecznej. By niosły pomoc w walce o trzeźwość narodu, w walce z zepsuciem, ze zgorszeniem, z wadami narodowymi!
Pomocy do dobrego oczekuje od kobiet i Kościół święty! Ten Kościół, który czci pierwszą Wspomożycielkę wiernych i wynosi Ją na ołtarze. Ten Kościół, który stanął w obronie godności kobiet i tyle ich uświęcił. Ten Kościół, który wszczepia w dzieci wasze cześć dla rodziców, a dziś oczekuje od nich, że wywalczą miejsce Bogu w sercach dzieci. Bądźcie pomocnikami Kościoła, jak Maryja pomagała Chrystusowi, jak Weronika ocierała Mu twarz uznojoną!
Gdy Kościół klęka przed "Niewiastą, obleczoną w słońce", pragnie, by tak wielka chwała była udziałem wszystkich kobiet. Stanie się to za cenę udziału kobiet w walce o własną godność i cześć. Módlmy się do Dziewicy Wspomożycielki, aby się nieustannie przyczyniała "za pobożnym rodzajem niewieścim" (modlitwa z dawnej liturgii Wielkiego Piątku).
 
Administrator
Ilość wiadomości: 358
Dołączył: 10.5.2006
Na podstawie tekstu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Poniedziałek 15 maja
Zaszczepić ducha Ewangelii


Jak gdyby kamienie węgielne wielkiego budowania zapadały nam w dusze słowa Jasnogórskich Przyrzeczeń: "Przyrzekamy Ci umacniać w rodzinach królowanie Syna Twego, Jezusa Chrystusa, bronić czci Imienia Bożego, wszczepiać w umysły i serca dzieci ducha Ewangelii i miłości ku Tobie, strzec prawa Bożego, obyczajów chrześcijańskich i ojczystych. Przyrzekamy Ci wychować młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić je przed bezbożnictwem i zepsuciem i otoczyć czujną opieką rodzicielską". - A cała milionowa rzesza ludu polskiego odpowiadała na te ważkie słowa echem najgorętszych pragnień, świadoma swych praw i obowiązków: "Królowo Polski, przyrzekamy!"
Przyrzekliśmy naprzód - Matko Boga - "umacniać w rodzinach królowanie Syna Twego, Jezusa Chrystusa". Rodziny nasze są Chrystusowe; przyjęły na siebie całą łaskę powołania do Kościoła Chrystusowego przez chrzest święty i są związane mocą sakramentu małżeństwa! Zarówno rodzice, jak i dzieci żyją tą samą nadprzyrodzoną mocą z nieba, żyją z zasług Chrystusa na krzyżu, z Jego nieustannej troski o nas, którą sprawuje przez Kościół święty. Jesteśmy wszyscy nabyci zapłatą wielką, Krwią najdroższą Chrystusa! Jesteśmy wspierani nieustanną pomocą całego Kościoła, który modli się za nas ustami świętych Pańskich, ustami Ojca Świętego, ustami setek tysięcy kapłanów, ustami milionowych rzesz ludu Bożego. My, wybrane dzieci miłości, mielibyśmy o tym zapomnieć?
Przyrzekliśmy "bronić czci Imienia Bożego". To Imię jest przyzywane na każdego z nas, od urodzenia naszego. Nazywają nas chrześcijanami, a więc dziećmi Chrystusa. Każdego dnia, czyniąc znak Krzyża świętego, mówimy: "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego." To Imię wybrał sam Ojciec niebieski i polecił Maryi Najświętszej i świętemu Józefowi nadać je Synowi Bożemu. Pomyślmy, z jaką radością Maryja wołała do Syna swego: "Jezusie!" Ona pierwsza powtórzyła to Imię w świątyni! I Ona najczęściej radowała się dźwiękiem tego Imienia. Czyżby Imię, tak drogie dla Maryi, mogło być obojętne nam, Jej dzieciom? - Czyżby mogło być znieważane w rodzinach naszych?
Przyrzekliśmy "wszczepiać w umysły i serca dzieci ducha Ewangelii". Naród polski wierny jest Ewangelii od tysiąca blisko lat. I słusznie czyni, gdyż tylko Ewangelii słowa "nie przeminą", chociaż wszystko na ziemi zmieni się, chociaż przeminą niebo i ziemia (por. Mt 24,35). Wzięliśmy Dobrą Nowinę od naszych pradziadów, którzy bronili jej mieczem i wiarą. Brońmy Ewangelii czynami naszymi, życiem zgodnym z jej duchem! Chciejmy ją przekazać naszym dzieciom, by nowe tysiąclecie państwa naszego ujrzało Polskę wierną Ewangelii Chrystusowej. - W każdym domu niech będzie Nowy Testament Pana naszego Jezusa Chrystusa. Niech będzie często otwierany przez rodziców i dzieci. Zwłaszcza w święta niech rodzina ma zwyczaj wysłuchać czytania kilku urywków Ewangelii świętej. Szukajmy jej w mszalikach naszych i nośmy w pamięci w ciągu całego tygodnia.
Najświętsza Dziewica, otrzymawszy zlecenie Boże w dniu Zwiastowania, odrzekła: "Niechaj mi się stanie według słowa twego" (Łk 1,38). Przyjęła "słowo" i chciała żyć według słowa. Odtąd pozostała wierna słowu - Stolica mądrości. Ten wzór Matki Słowa Przedwiecznego niech będzie wzorem dla rodziców i dzieci. Niech cała rodzina żyje według słowa Bożego. Niech to słowo wchodzi w życie nasze, w myśli i w czyny, we wszystkie uczucia. Niech dnia każdego Boże słowo staje się ciałem naszych czynów. Patronować nam będzie w tym Panna wierna.
Dzięki tej wierności słowu życie nasze będzie płynęło w miłości ku Matce Słowa Przedwiecznego, w wierności prawu Bożemu, zgodnie z obyczajami chrześcijańskimi i ojczystymi. Z domu rodzinnego dziatwa wynosić będzie zdrowe zasady życia i wprowadzać je w życie społeczne i zawodowe, w życie publiczne.
Każde z was, dzieci Boże, pamiętać musi, że patrzy nań Matka Słowa Przedwiecznego wszędzie: nie tylko w domu, ale i na ulicy, w szkole, w teatrze czy kinie, na polu czy w biurze, w pracy czy w zabawie. Pozostańcie więc wszędzie w obecności wiernej Służebnicy Słowa Przedwiecznego.
W każdej rodzinie musi istnieć ta wzajemna pomoc w dążeniu do prawdy Bożej. Rodzice niech uczą swoje dzieci, a rodzeństwo starsze niech pomaga młodszemu. Dzieci, bądźcie apostołami i nauczycielami religii, jedne dla drugich. Pamiętajcie, co mówił Chrystus: "A ktobykolwiek przyjął jedno takie dziecię w Imię moje, Mnie przyjmuje" (Mt 18,5). Przyjmijcie więc każdego w Imię Jezusa, jak Maryja przyjęła swego Syna. Każdemu dajcie Boga, jak nasza Matka niebieska.
 
Strony: 123>>

  

     Skocz do tematu: 


Serwis funkcjonuje dzięki:
www.naszdziennik.pl

Forum Wybory 2007 Radio Maryja Telewizja Trwam Nasz Dziennik Informacje

Serwis sportowy | Kultura | Nauka i technologia | Kuchnia | Film | Muzyka | Ksiazka | Kulturalnie | Wiara | Rodzina

ORĘDZIE PREZYDENTA RP PANA LECHA KACZYŃSKIEGO / EXPOSE PREMIERA RP PANA JAROSLAWA KACZYŃSKIEGO / Moskiewskie pieniadze dla SLD / 17 wrzesnia / Kłamstwa Aleksandra Kwasniewskiego / 'Budowniczy' IV RP / Pomoc dla Polski / Zbrodnia kielecka / Wtórne kłamstwo katyńskie / Masoński rzad swiatowy / Patriotyzm / Liberalizm / Jasnogórskie Sluby Narodu / Chrzescijanstwo / Z zamysleń nad... polska szkoła / Postmodernizm / Rodzina nadzieja swiata / Płodnosć / Ewolucja biologiczna / Antykoncepcja / PRAWDA O IN VITRO / Feminizm / Aborcja / Pornografia / Róbta co chceta / Plotka / Medytacja / Wróżby - mediumizm / Joga / Islam / Globalizacja / Eutanazja / Homoseksualizm a prawo / Kod Leonarda da Vinci / Pasja Gibsona / Co Polska dała swiatu? / Zdrowa filozofia / Katrina i Pan Bóg / Naród bohaterów / Z zamysleń nad... kultura polska

Czesław Miłosz - antypolska alergia / Jerzy Urban, redaktor naczelny Nie / BRONISŁAW GEREMEK, członek władz Unii Wolnosci / Marek Borowski - ideowy komunista / Jerzy Wiatr - Spuscizna stalinowskiego politruka / Włodzimierz Cimoszewicz - syn stalinowca / Adam Michnik - załgany rodowód / Jerzy Owsiak - lewicowy rodowód / Hanna Gronkiewicz-Waltz / Leszek Balcerowicz - portret doktrynera


Wymiana Banerów Stron Chrzescijańskich Informatyka